-Lau! ... Lau! ... Lauren, wstawaj! - usłyszałam pisk jakiejś dziewczyny - Lau kurwa wstawaj, twoi rodzice przyjeżdżają za dwie godziny, a ty masz taki syf! - dokończyła nieco łagodniej. Słowa te podziałały na mnie jak dwie kawy espersso. Gdy otworzyłam szerzej oczy rozpoznała piszczącą jeszcze minutę temu dziewczynę. To była moja przyjaciółka Jess. Zdenerwowanie wymalowane miała na twarzy. Przecież to ja urządziłam imprezę, więc nie wiem co ją w ogóle obchodzi. Była moją przyjaciółką, ale jak do tej pory mnie zadziwiała. Moje wcześniejsze "przyjaciółeczki" zostawiły mnie gdy zaczęłam mieć problemy.
Jak na razie Jess traktowała mnie normalnie, a nie użalała się nade mną jak rodzina czy inni znajomi. I to w niej ceniłam.
-Jess? Która jest godzina? Gdzie są inni? Długo spałam? - zasypywałam ją pytaniami, a jedyne co od niej dostałam to lekkie kiwnięcie głową i głośny gardłowy śmiech. Wkurzyło mnie to, dlatego też uniosłam jedną brew i spojrzałam na nią z miną "Czy to do mnie suko?"
- Mamy godzinę 9:53. Śpisz od jakiś pięciu godzin a raczej zgonujesz. Prosiłam cię żebyś nie piła i nie brała tej pieprzonej ekstazy. Po południu masz badania krwi, a to wszytko tam wyjdzie - karciła mnie podnosząc ton swojego na co dzień spokojnego głosu - Masz 16 lat a do tego wiesz jaki jest twój stan zdrowia... Od początku byłam przeciwna tej imprezie... - kontynuowała nieco spokojniej.
- Ja pierdole! - krzyknęłam wstając, jednocześnie potykając się o moje vansy - jak masz mi psuć humor to tam są drzwi - wskazałam - a do tego umiem sama o siebie zadbać i nie musisz mi kurwa przypominać o chorobie - splunęłam przez zaciśnięte zęby.
-Lau wiesz o co mi chodzi. Rozumiem, że chcesz spełnić wszystkie te rzeczy z listy, ale nie uważasz, że ta lista powinna trochę ulec zmianie? Nie wszystko jest przeznaczone dla ludzi no wiesz ... z twoim stanem zdrowia - zasugerowała najdelikatniej jak tylko potrafiła.
- Mam to w dupie - wyszczerzyłam się fałszywie biorąc butelkę Jack'a Daniels'a i idąc w stronę kuchni po telefon by zadzwonić po firmę sprzątającą
***
Siedziałam w poczekalni i nerwowo bawiłam się palcami czekając na moją kolejkę do gabinetu. Było tu bardzo dużo osób - najczęściej dzieci - z takimi przejściami jak ja. Uważałam, że choroba nie jest moim problemem. Miliony ludzi z nią żyje, a inni ... no cóż.
- Lauren Garcia - usłyszałam głos starszej kobiety, która wychyliła się ze swojego gabinetu. Była bardzo zadbaną, niską z lekką nadwagą lekarką, która leczyła mnie od roku. Jej włosy lekko się unosiły i opadały, gdy kobieta przemieszczała gabinet w swoich wysokich szpilkach.
- Miło mi Cię widzieć Lauren, według wyników ...
- Po prostu Lau - przerwałam jej niegrzecznie. Mama skarciła mnie wzrokiem po czym z powrotem skupiła się na pani doktor.
- Więc Lau, według badań wynika, że choroba się nie rozwija. Ale też nie zanika. Niestety nadal musisz brać leki i regularnie wykonywać badania. Powinnaś też dbać o zdrowie - mama odetchnęła z ulgą i zauważyłam też, że miała oczy lekko przeszklone. Tata nadal zachowywał kamienną twarz.
- Jeśli zeszliśmy na temat dbania o zdrowie, czy mogłabym porozmawiać z państwa córką na osobności? - zapytała grzecznie pani Foster wyglądając znad swoich okularów.
Chwilę później zostałyśmy same. Blondynka wpatrywała się we mnie przez około minutę. Wiedziałam co chciała powiedzieć.
-Przepraszam - jęknęłam cicho, czując jej palący wzrok na sobie.
- Po pierwsze, powinnam to zgłosić twoim rodzicom, pod drugie zgłosić to również policji, a po trzecie zostawić w szpitalu do wyleczenia choroby...
- Jeśli w ogóle wyzdrowieję - wtrąciłam.
- Dziewczyno przecież właśnie do tego dążymy, a alkoholem, nikotynom i narkotykami to burzysz! - ups, rodzice na pewno usłyszeli - Nie powiem tego twoim rodzicom. Używki jesteśmy w stanie wykryć do tygodnia od wchłonięcia ich do organizmu. Raz w tygodniu będziesz robiła badania dodatkowe i z wynikami będziesz się zgłaszała do mnie do gabinetu. Jeśli jeszcze raz skorzystasz z jakiejś używki, poniesiesz tego konsekwencje droga panno. A teraz chcę porozmawiać z twoimi rodzicami.
***
- Lau ubierz te spodnie co kupiłyśmy wczoraj i do tego tą dżinsową koszulę - wykrzyczała Jess podczas korzystania z mojej łazienki. Wybierałyśmy się na jakieś wyścigi, które Kelton - brat Jess - organizuje w każdą niedzielę. Branie udziału w nielegalnych wyścigach było pod numerem 17 na mojej liście. A, że zawsze podobałam się Keltonowi, na pewno się zgodzi abym brała w nich udział. Zawsze zachwycałam się Vinem Dieselem i Paulem Walkerem z "Szybcy i wściekli", dlatego chciałam się poczuć jak oni.
- Tylko nie łam mu serca - wiedziała, że myślałam o Keltonie. Jeszcze rok temu byłam w nim zadłużona, ale gdy dowiedziałam się o chorobie nie miałam czasu na związki. Teraz już nic do niego nie czuje. Zmieniłam swój pogląd na miłość. Nie ma jej. Miłość typu Edward czy Bella lub Tristan i Izolda nie istnieje. Wszystkie te opowieści to jedynie wyobrażenie idealnej miłości.
Starałam się wyglądać seksownie i kusząco. Ubrałam jasne rurki i dżinsową koszulę z kolekcji Seleny Gomez, którą po prostu uwielbiałam. Moje nowe botki na dość wysokiej koturnie pasowały do czarnej kopertówki ze złotymi krawędziami. Bardziej wyglądałam elegancko niż uwodzicielsko.
***
- A to są uczestnicy dzisiejszego wyścigu - po kolei podchodził Kelton witając się z mężczyznami - to jest Rayan, Niall, Zayn, Jason i Nick - kontynuował chłopak.
Przy każdym uczestniku kręciło się multum dziewczyn. Najwięcej oblegało przy sportowym Nissanie z słabo zauważalnym kierowcą. Gdy kierowca wyłonił się z tłumu piszczących dziewczyn, dostrzegłam jego rysy twarzy. Był to chłopak bądź mężczyzna o czarnych włosach z lekkim zarostem. Czarna koszulka opinała jego wspaniale wyrzeźbione ciało, które nakryte było również czarną skórzaną kurtką. Jego spodnie wisiały bardzo nisko przez co dostrzegłam jego bokserki pochodzące od Calvina Kleina. Machnął ręką w stronę Keltona, na co ten podszedł do mężczyzny w mgnieniu oka. Pomińmy fakt, że mam słabą pamięć do imion. Po paru wymienionych słowach, wzrok obydwu mężczyzn utkwił na mnie. Nie miałam pojęcia o czym rozmawiali. Po chwili Kleton podszedł do mnie i z lekkim zdenerwowaniem zaczął:
- Nie wiem czy wiesz Lau, ale mamy tutaj taką zasadę, że kierowca jedzie z osobą towarzyszącą. Jest to dziewczyna, która została wybrana przez biorącego udział w wyścigach. Ty jesteś wybranką Zayna - przynajmniej poznałam jego imię - tylko proszę, uważaj na niego.
- Coś z nim nie tak? - zapytałam z ciekawością.
- Po prostu uważaj.
- Jak Ci na imię kochanie? - zapytał lekko schrypnięty głos.
- Ja ... um ... jestem Lau - wykrztusiłam z siebie.
- Lau? Lau to chyba zdrobnienie tak? - zadał kolejne pytanie, podchodząc bliżej - A jak brzmi pełne imię?
- Lauren Garcia, ale mów mi Lau - krótko i na temat.
Czarnowłosy chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera. Gdy weszłam do środka, aż podskoczyłam na to z jaką siłą Zayn zatrzasnął drzwi.
Wszystkie fotele były skórzane i bardzo zimne. Najmniejszy detal w samochodzie był dopracowany i przemyślany. Kolory w samochodzie były utrzymywane w granatowym z połyskiem i czarnym matowym. Mimo że samochód był sportowy, dostrzegałam w nim bardzo dużo miejsca.
Podczas gdy mężczyzna wyjeżdżał z parkingu by usadowić nas na linii startu, bawiłam się nerwowo palcami.
- Pierwszy raz Cię tutaj widzę - no co ty kurwa nie powiesz.
- No tak ... pierwszy raz tutaj jestem.
- Masz jakiś powód by przychodzić do tak niebezpiecznego miejsca? - zapytał pełen skupienia.
- Każdy ma powód żeby tu przyjść. Niektórymi kierują pieniądze, dziewczyny przychodzą z nadzieją znalezienia księcia z bajki a jeszcze inni mają inne powody - wyjaśniłam.
- Ale twoim powodem chyba nie jest ten twój książę z bajki na nielegalnych wyścigach? Wątpię w to, że taka dziewczynka jak ty szuka niebezpiecznego chłopaka, którego poskromi i się się w sobie zakochają. Ładną masz buźkę skarbie więc ...
- Więc - przerwałam wypowiedź Zayna - skoro to jest twoja gadka na podryw to sobie odpuść bo w jednym masz racje ... Nie szukam tutaj księcia z bajki. A do tego nie masz na co liczyć, że zabierzesz mnie do domu i zostanę tam na noc.
Złość momentalnie wymalowała mu się na twarzy.
- A teraz chcę wysiąść - dokończyłam.
Jego oddech przyspieszył, a wszystkie mięśnie na jego twarzy zrobiły się bardzo widoczne. W ułamku sekundy zaciśnięta pięść uderzyła w deskę rozdzielczą powodując dość widoczne pęknięcie.
- Nigdzie nie idziesz - rzekł cicho przez zaciśnięte zęby co mnie lekko przeraziło.
I ruszyliśmy.
W ciągu kilku sekund rozwinęliśmy prędkość przekraczającą 100 mil/h. Ze strachu przed szybkością i samym kierowcą zamknęłam oczy.
Oczy otworzyłam dopiero wtedy kiedy poczułam że się zatrzymaliśmy. Połowa dziewczyn zbiegła się gdy Zayn wysiadł z samochodu. Jedna z nich szczególnie przykuła moją uwagę. Była to blondynka z dość mocnym makijażem. Miała bardzo krótkie dżinsowe szorty, a w połączeniu z jej niebieskim topem wyglądała zdzirowato.
Zayn przyciągnął ją do siebie i pocałował tak, że ja nie dałabym radę złapać oddechu, po czym mocno klepną dziewczynę w tyłek. On nie miał do niej szacunku, a tym bardziej ona godności.
- Starty jak widzę ta laska w samochodzie stawia opory - tak mowa była o mnie - jej nie zabajerujesz. Gołym okiem widać, że ona nie leci na twój szybki samochód, wyrzeźbione ciało, ładną buźkę i prowokujące zachowanie.
- Spierdalaj Lil - odpowiedział śmiejąc się.
Postanowiłam zapukać w szybę by zwycięzca wyścigu zwrócił na mnie uwagę oraz wypuścił z tego pieprzonego samochodu.
- Tak szybko chcesz mnie wynagrodzić kotku? - zapytał, a raczej popisał się przed towarzystwem otwierając mi drzwi i podając rękę, którą odrzuciłam.
- Nie bądź taki pewny siebie - rzuciłam przez ramię, na co wszyscy wybuchnęli głośnym niekontrolowanym śmiechem.
- Och ... Do zobaczenia piękna Lauren - poinformował mnie udając urażonego moimi słowami.
- Raczej w to wątpię - odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę Jess i Keltona.
______________
I tak oto opublikowałam pierwszy rozdział.
Jeśli ktoś to przeczyta - w co wątpię - proszę o pozostawienie komenatzra z opinią :D
ciekawie się zapowiada! czekam na kolejne rozdziały
OdpowiedzUsuńjedyny minus jest taki, że ta choroba i lista głównej bohaterki bardzo przypomina mi NOW IS GOOD a to był całkiem odrębny gatunek :)
Dziękuję :) Hah, nawet nie zauważyłam i rzeczywiście te dwie rzeczy są takie same, ale mogę zapewnić, że dalsza akcja nie będzie taka jak w Now Is Good :)
Usuń