środa, 29 stycznia 2014

3.


- Em ... ale ja nie jestem głodna - próbowałam wpłynąć na decyzję chłopaka.
- Ale jest pora obiadowa - powiedział ze słyszalnym gniewem. 
Dla swojego bezpieczeństwa wolałam nie drążyć tematu. 
Chciał mnie poznać bliżej? Ale może ja nie chce aby tak się stało. A tak się cieszyłam, że nie będę musiała go już oglądać ...


Cała podróż samochodem odbyła się bezsłownie. 
- Jesteśmy - poinformował mnie Zayn wychodząc z samochodu. 
Odebrałam to za sygnał, że ja też mogę wyjść. 
Wzięłam swoją torbę i przejrzałam się jeszcze w bocznym lusterku po czym opuściłam samochód. 
Zaczęłam szarpać za klamkę. On mnie kurwa zamknął?! Spróbowałam pociągnąć jeszcze raz.  Najwyraźniej nie jestem zbyt umięśniona. Gdy użyłam więcej siły otworzyłam drzwi. 
O kurde! 
Pomyślałam podczas gdy samochód jadący spokojnie ulicą zaczął trąbić. Nie popatrzyłam czy nic nie jedzie ... Zayn pewnie będzie wściekły, że prawie stracił swoje drzwi od samochodu.
- Lau nic ci nie jest? - o dziwo jego głos brzmiał opiekuńczo i spokojnie. Nie był zły? A do tego powiedział Lau? Powinnam to zapisać w kalendarzu.
- Lauren kurwa! Nic ci nie jest?! - kontynuował innym tonem niż wcześniej.
- Ja ... um ... tak, wszystko okej. Przepraszam. Prawie straciłeś drzwi - wyjaśniłam.
- Drzwi to rzecz... a ty nie - rzucił szybko wyciągają mnie z samochodu i ciągnąc w stronę restauracji.
Wnętrze restauracji było urządzone staromodnie. Bardziej to przypominało salę balową na Titanicu niż restauracje. Wszystko było bardzo stare, ale też na tyle solidne, że gdy z Zaynem zajęliśmy swoje miejsca, krzesła się nie rozleciały.
- Ja naprawdę przepraszam ... - było mi głupio, że jego drogi samochód mógł zostać uszkodzony.
- Nie rozmawiajmy już o tym - jego szczęka widocznie się zarysowała gdy wypowiadał te słowa. 
Teraz siedzieliśmy cicho. Zayn wpatrywał się we mnie, a ja udając, że tego nie widzę bawiłam się swoimi palcami. Ciekawe co teraz o mnie myśli.... chociaż co mnie to w ogóle obchodziło? 
Niezręczną ciszę przerwała nam kelnerka, która wręczyła nam kartę dań. Oczywiście musiała się uśmiechnąć uwodzicielsko do Zayna. Zresztą jak cała damska część restauracji śliniła się na widok mężczyzny. Nie żebym była zazdrosna, ale halo! Trochę przyzwoitości. Choćby nie wiem jak mi się jakiś chłopak podobał to nie zwracałabym na niego nadmiernej uwagi gdyby siedział z dziewczyną przy stoliku w restauracji.
- Co zamawiasz Lauren? - zapytał wyglądając zza swojej karty.
- Małą sałatkę z sosem winegret - w tej chwili nie miałam ochoty na nic do jedzenia więc zamówiłam najmniejsze danie jakie się dało.
- Dla mnie to co zwykle plus butelkę białego wina i dwa kieliszki.
- Nie pijam alkoholu - dodałam, ale zbyt późno, gdyż kelnerka już odeszła z zamówieniem.
- Jeden kieliszek pani nie zaszkodzi - powiedział z nutką rozbawienia w głosie.
- Mam 16 lat - wyjaśniłam wiedząc, że mam dzisiaj badania.
- Jesteś taka święta i nie miałaś nigdy alkoholu w ustach? - rozbawiony tym faktem puścił mi oczko.
- Po prostu mam badania krwi i nie mogą wykryć alkoholu w mojej krwi.
- Jakie badanie? - zapytał.
I co ja mu mam powiedzieć? Przecież nie powiem mu prawdy.
- Ja ... jestem honorowym dawcą krwi i co jakiś czas mam badania - skłamałam. Chłopak przekrzywił swoją głowę. Pewnie chciał żebym mu coś więcej powiedziała. Nie chciała drążyć tematu. Musiałam coś szybko wymyślić.
- Muszę wyjść do łazienki - rzuciłam biorąc torebkę ze sobą.

Nerwowo zaczęłam szukać w torebce mojego telefonu by zadzwonić do Jess. Nigdzie go nie było ... Pewnie gdzieś go znowu zostawiłam. Tylko gdzie? W samochodzie Zayna jeszcze go miałam gdyż sprawdzałam godzinę. O tak! Zostawiłam go w samochodzie.

- Więc chodzisz jeszcze do liceum? - zapytał Zayn.
- Chodzę do pierwszej klasy - wyjaśniłam.
- No cóż. Jeszcze nigdy nie zaprosiłem trzy lata młodszej dziewczyny na obiad. Alw zawsze musi być ten pierwszy raz - zaprosiłeś?! Chyba zmusiłeś.
- Um ... Zayn? - zaczęłam nieśmiało.
- Tak skarbie? - tylko nie skarbie.
- Bo jednak nie odwieziesz mnie do domu tylko do prosto do kliniki na 14 dobrze? 
- Jasne nie ma sprawy.
Siedzieliśmy jeszcze w restauracji około godzinę. Rozluźniłam się nieco bardziej gdy przestał mnie wypytywać co zamierzam robić po liceum. Naszym głównym tematem były jego plany co do rozwoju warsztatu i salonu samochodowego. Planował powiększyć biznes o kilka warsztatów w mieście i innych stanach. Dość poważne plany jak na tak młodego człowieka.


- Coś podać? - podeszła kolejny raz kelnerka. Z każdym podejściem skanowała Zayna.
- Nie, już będziemy się zbierać. Chciałbym zapłacić.
Widząc chłopaka sięgającego po portfel uczyniłam to samo. Chwile mi zajęło znalezienie mojego czarnego portfela z Mohito w torbie. Gdy już go znalazłam, wyciągnęłam banknot stu dolarowy po czym wręczyłam go kelnerce.
- Lauren, ja płacę - powiedział Zayn ze słyszalną irytacją w głosie. Kelnerka oddała mi banknot. Nie chcę aby za mnie płacił. Postanowiłam więc schować oddany banknot i wyciągnąć kolejny, tym razem dwudziesto dolarowy i zostawić go pod pustą szklanką po moim soku pomarańczowym. Zayn znów spojrzał na mnie, ale tym razem ze wściekłością wymalowaną na twarzy. Chciałam uniknąć jakiegokolwiek komentarza ze strony bruneta więc wyszłam przed restaurację i tam na niego zaczekałam.


- Mówiłem, że ja płacę za obiad.
- Ale ja niekoniecznie się na to zgodziłam - wyjaśniłam ściszonym głosem.
- No więc panno Garcia ...
- Nie mów tak do mnie. Tylko nie panno czy pani - poprosiłam.
- Um, do dobrze. Więc Lauren ...
- Lauren też nie ... Po prostu Lau.
- Na to się nie mogę zgodzić. Twoje imię jest bardzo ładne więc nie widzę żadnych przeciwwskazań do używania go. Więc Lauren skoro się uparłaś, że zapłacisz za swój posiłek, na który ja cię zaprosiłem, jestem ci winien drugie zaproszenie. Przyjadę po ciebie do domu o osiemnastej. 
- Ale ja .. um ... mam inne plany na dzisiejszy wieczór - rodzina przyjeżdża na kolację organizowaną przez moją mamę. Robi to dla mnie. Nie mówi jaki jest cel tej kolacji, ale obydwie wiemy, że mama chce aby rodzina mnie zapamiętała jako miłą i rodzinną dziewczynę.
- Jakie plany?
- Rodzinna kolacja.
- Mam się czuć zaproszony? - zapytał.
- No ... nie wiem. Jak chcesz możesz przyjść. Zaczynamy o 17. 
Brązowooki chłopak posłał mi ciepły uśmiech po czym otworzył  drzwi do samochodu abym mogła do niego wsiąść.


Podróż minęła nam szybko lecz nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Może i lepiej. Nawet nie mieliśmy o czym rozmawiać. Gdy tylko się zatrzymaliśmy, Zayn od razu opuścił samochód. Przeszedł na drugą stronę pojazdu otwierając mi drzwi. By zaznaczyć, że jest dżentelmenem podał mi rękę. Ten mały gest bardzo mi pomógł, gdyż zawieszenie samochodu było wysokie. Nie był to sportowy Nissan lecz Audi. Modelu nie potrafię określić.
- Dziękuję Zayn - powiedziałam przygryzając dolną wargę.
- Cała przyjemność po mojej stronie Lauren.
Brunet podszedł do mnie, na co chciałam się cofnąć, ale auto uniemożliwiało mi tą czynność. Dlaczego on musi być taki ... ugh! W jego towarzystwie czułam się onieśmielona.
- Pięknie pachniesz - powiedział schrypniętym głosem do mojego ucha. Pisnęłam cicho gdy poczułam jego zęby na płatku mojego ucha. Zaśmiał się. Zaczął napierać ciężarem swojego ciała na moje. To było nieprzyjemne uczucie. Teraz to ja poczułam jego zapach. Znowu. On zawsze tak pięknie pachniał. Zabrzmiało to tak, jakbym widywała go codziennie, a jak dotąd spotkałam go dwa razy. Chwycił kosmyk moich włosów i schował go w swojej dużej dłoni. Jego dużo brązowe oczy patrzyły w moje. Chciałam spuścić wzrok, ale coś we mnie nie chciało tego uczynić. Hipnotyzował spojrzeniem. Nie tak jak piszą w romansidłach. Dużo bardziej. Jego ręce przeniosły się na moje policzki, które wcześniej się zaróżowiły. Teraz spoglądał na moje usta. Czułam się trochę niezręcznie. 
- Masz piękne oczy.
Kolor moich policzków pogłębił się. Nie wiedziałam co mam zrobić więc spuściłam głowę opierając ją o pierś Zayna. Tym razem jego ręcę zaczęły wędrować niżej. Dłonie umiejscowione były na mojej talii. Wtulał się we mnie mocniej. 
- Em ... Zayn? Muszę już iść - przerwałam niezręczną chwilę. Poczułam jego pełne usta tuż nad linią mojej szczęki.
- Do zobaczenia Lauren - w jednej chwili odszedł ode mnie nawet nie spoglądając w moją stronę. Czułam się jakby mnie wykorzystał i zostawił. Nie żebym chciała więcej czy, że podobał mi się. Po prostu mógłby posłać ciepły uśmiech. A tu nic. Wielkie kurwa nic! 
Stałam jeszcze chwilę po tym, jak samochód Zayna znikną za horyzontem. Przeszłam na drugą stronę ulicy. Gdy weszłam do kliniki, pani Forest już na mnie czekała.
- Myślałam, że już się nie zjawisz.
Jest dopiero 14:08. Tylko osiem minut się spóźniłam. Teraz pewnie będzie prawiła mi kazania. Chcę już skończyć te badania i przyjechać spokojnie do domu. Chociaż nie wiem czy to dobry pomysł, bo za niecałe trzy godziny spotkam kolejny raz Zayna ...
_____________________
Kolejny rozdział prawdopodobnie pojawi się jeszcze w tyn tygodniu. To zależy czy będę miała na tyle czasu aby napisać go, ponieważ wydaje mi się, że rozdział będzie dość długi chociaż tego też nie jestem pewna. Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba :D Jak na razie dostałam parę pozytywnych komentarzy za co bardzo Wam dziękuję <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz